BIOELEKTRYK I DIAGNOZA

Od dziś będę swego Mistrza nazywała BIOELEKTRYKIEM.
Dlaczego ta zmiana?
Gdyż: współczesny wyedukowany KINEZYTERAPEUTA ( a jest ich przecież wielu) zna mnóstwo ćwiczeń na pobudzenie pracy przeróżnych mięśni ale jego praktyka jest nakierowana tylko na poprawę sprawności fizycznej. Budując mięsień wcale nie zakłada usprawniania energetyki człowieka, nie umie zweryfikować efektów pracy mięśni na poziomie narządów wewnętrznych. Bo i  nie to jest jej celem, jego praca dotyczy jedynie narządów ruchu i na nich się koncentruje.
Mój Mistrz BIOELEKTRYK potrafi zasilić, tym samym usprawnić każde miejsce w ciele.

A teraz podam kilka informacji o DIAGNOSTYCE

Metoda, której nauczyłam się od Pana Zbyszka ma jedną niepodważalną wartość: po pomiarze, to terapeuta może powiedzieć choremu z jakim schorzeniem do niego przyszedł.
Kiedyś (maj 1999), w czasopiśmie angielskim Pan Zbyszek w wywiadzie stwierdził:
"I don"t ask patients what is wrong with them, I tell them". Dziennikarz chciał to sprawdzić i poddał się badaniu. Był zaskoczony trafnością wyniku.
Dziś dwa przykłady  diagnozy ( specyficzne):

1. Pacjentem był Anglik nie mówiący po polsku. Tłumaczka, żona, zajęta konwersacją towarzyską, nic nie powiedziała o stanie męża. Po pomiarze, Pan Zbyszek zapytał co się dzieje w jamie ustnej badanego bo wszystkie wyniki ogólnie są poprawne ale na poziomie gardła nie ma zupełnie zasilania. Wtedy wyjawiono tajemnicę: Bill ma już skierowanie na operację nowotworu języka. Skąd mu się to wzięło? Jest mistrzem gry w golfa a specyfika tej dyscypliny wymaga wielkiej precyzji, koncentracji i konkretnego ustawienia ciała przed wykonaniem uderzenia, które ma zanieść piłkę w określone precyzyjne miejsce.
Prawdopodobnie  na wytworzenie blokady w szyi i gardle nałożyły się także pewne predyspozycje genetyczne ale fakt był taki, że wyhodował sobie schorzenie swoją jednostronną pracą. Pokazuję zdjęcie golfisty aby lepiej uświadomić Wam specyfikę tego właśnie sportu.

2..Krótkie opowiadanie Mistrza:
"Rok1988
Syn (lekarz) skierował mnie do domu znajomego chirurga, do jego dziecka. Gdy przyjechałem trwała awantura między rodzicami.
- Kogo mi tu sprowadziłaś?
- A ty dziecku wymienisz biodro operacyjnie za miesiąc i będziesz to robił systematycznie co 4 lata?
Dziecko (półtoraroczne) leżało na podłodze, oczywiście nic mi nie powiedziało, tarzało się, biodra miało w gipsie.Oleś miał następującą formalną diagnozę: nierozwinięty staw biodrowy.
Co zrobiłem?
Zbadałem matkę, była bardzo osłabiona. Poprawiłem jej samopoczucie i kondycję. Nauczyłem ją jak ma zasilać biodro dziecka: jedna ręką na biodro, druga na kręgosłup, jakie ruchy ma z nim wykonywać. Sam w zasadzie nie dotykałem dzieciaka,  oprócz pomiaru kilku punktów na jego ciele.  Ta terapia trwała miesiąc, sprawdzałem co tydzień jej postępy.
Dwa tygodnie później zatelefonował do mnie ojciec dziecka z informacją: staw biodrowy rozwinął się, jest w tej chwili jak u 8-miesięcznego dziecka.
Cud? Osobiście nie wierzę w cuda.
Po 10 latach widziałem to dziecko, biegało bez żadnych ograniczeń."
Co myślicie, że się zadziało, co myślicie o diagnozie?
A tu, na zdjęciu: Oleś, myślę, że dziś nie tylko biega.

Komentarze